Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
21 postów 107 komentarzy

Maciej Ł.

Maciej Ł. - Radca prawny.

Dużo dzieci nie będzie!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Obie siostry babci ze strony mamy też się wybudowały i miały po 3 dzieci. Siostry babci ze strony taty również się wybudowały i miały po więcej niż 2 dzieci. Ich mężowie byli chłoporobotnikami, albo robotnikami.

 

O przyczynach spadku liczby urodzeń wiele napisano, ale na ogół są to oceny generalne, oparte na zjawiskach zachodzących w skali kraju. Chciałbym pokazać, dlaczego rodzi się tak mało dzieci z innej perspektywy - na przykładzie mojej rodziny.


 

Mój dziadek ze strony taty urodził się w 1929 r. i skończył tylko szkołę podstawową. Zaczął pracować i dorabiać się przed 20-tym rokiem życia. W międzyczasie odbył służbę wojskową, w trakcie której ożenił się. Pracował jako robotnik fizyczny i dodatkowo prowadził gospodarstwo rolne.Efektem kilku lat pracy po ślubie było wybudowanie 3-pokojowego domu /na zdjęciu/. Stało się to ok. 28-30 roku jego życia. Dziadek nie zaciągnął żadnej pożyczki na budowę.W wieku 30 lat miał już 2 dzieci. W wieku około 50 lat pomógł córce wybudować piętrówkę. Dziadek ze strony mamy również urodził się w 1929 r. i miał czworo dzieci. Domu nie wybudował. Z pomocą rodziców babci kupili dom 2-pokojowy. Obie babcie, rzecz jasna, nie pracowały poza domem, nie licząc prac sezonowych w rolnictwie. Obie siostry babci ze strony mamy też się wybudowały i miały po 3 dzieci. Siostry babci ze strony taty również się wybudowały i miały po więcej niż 2 dzieci. Ich mężowie byli chłoporobotnikami, albo robotnikami.


 

Pokolenie moich rodziców, wujków i ciotek wchodziło w dorosłość za Gierka. Edukację kończyli około 18-20 roku życia. Matura wystarczała wówczas, aby pracować umysłowo. Związki małżeńskie zawierali przed 25 rokiem życia. Z ciotek i wujków przeciętnie co drugi(a) wybudował(a) sobie piętrówkę, tak popularną w okresie PRL-u. Budowa piętrówek wiązała się z pożyczką i pomocą finansową rodziców. Pożyczki wszyscy spłacili. Najpóźniej z początkiem transformacji. W czasach PRL-u ciocie okresowo pracowały a okresowo siedziały w domach z dziećmi. Wujkowie mieli stabilną pracę. Pierwsze dziecko mieli przynajmniej przed 25 rokiem życia. Kończyli na dwóch dzieciach, niektórzy na trzech.


 

Z młodszego pokolenia ciotek i wujków, tego, które wchodziło w dorosłość w latach 90-tych liczba dzieci również nie przekracza trzech i nie zaczynali tak wcześnie. Kilku miało pierwsze dziecko po 25 roku życia. Dłużej żyli sobie „po kawalersku”. Wielodzietność była w tym czasie ośmieszana w Polsce. Preferowano model rodziny 2+2. I w ich przypadku z budową domów nie było tragicznie. Z wujków, którzy wybudowali domy - jeden pracował kilka lat za granicą. Jeden jest kierowcą zawodowym i jeździ po Europie, czyli też pracuje za granicą. Jedna para dorobiła się z dzialalności gospodarczej. Pozostali mieszkają z rodzicami.


 

W moim pokoleniu, wśród kuzynów i kuzynek, nikt się nie wybudował. Nikt nie kupił domu. Jedna kuzynka kupiła małe mieszkanie na kredyt a reszta mieszka z rodzicami lub teściami. Połowa studiowała lub studiuje. Zaraz po studiach nikt nie miał dobrze płatnej pracy. Wśród osób z wyższym wykształceniem życie stabilizowało się około 26-27 roku życia, co pociągało za sobą opóźnienie w zakładaniu rodzin. Pierwsze dziecko rodziło się wśród nas około 28 roku życia. Jestem jedynym, który ma dwójkę dzieci. Reszta ma po jednym, albo wcale.


 

Starsze pokolenie wspomina, że mieli tak ciężko w tamtych latach. Nie przeczę, że dużo pracowali fizycznie, ale skoro dziadek – jako chłoporobotnik - potrafił wybudować dom, to czy naprawdę było wtedy tak biednie? Taki dom nie miał wówczas łazienki i innych atrakcji. Mógł więc mniej kosztować, ale tak zupełnie bez pożyczki? Z babcią w domu, która pomagała w gospodarstwie rolnym? W pokoleniu moich rodziców pożyczki na budowę były spłacane z jednej pensji. Robotnik mógł wówczas z jednej pensji utrzymać kilkuosobową rodzinę i spłacać kredyt. Jak oni to robili? Albo realne zarobki uległy znacznemu zmniejszeniu, albo koszty życia mocno wzrosły.


 

Nie tak dawno jedna młoda osoba tak powiedziała podczas spotkania rodzinnego: Jak będą pieniądze na ślub i na mieszkanie, to będą dzieci. Nie ma mieszkania, nie ma dzieci. Moja siostra, która wynajmuje mieszkanie w Poznaniu z dwiema innymi osobami również stwierdziła, że póki mieszka na pokoju, to nie ma ochoty na dzieci. Dodam, że w mojej rodzinie nie ma, ani jednej osoby, która odrzucałaby małżeństwo i rodzinę jak jeden z głównych celów życia.


 

Z naszego pokolenia najlepsze warunki mieszkaniowe ma młodsza kuzynka, która dysponuje całą pietrówką rodziców (6 pokoi, kuchnia, 2 łazienki, skrytki, altany, balkon). Najgorsze warunki mieszkaniowe mam ja, co jest owocem zainwestowania około 11 lat życia w edukację (szkoła średnia trwa 1 rok dłużej, niż szkoła zawodowa + 5 lat studiów + 1 rok pracy na minimalnej w kancelarii dla zdobycia doświadczenia + 3,5 roku płatnej aplikacji + 0,5 roku na płatny egzamin zawodowy, płatny wpis na listę i ślubowanie).


 

Nasuwają mi się całkiem proste 3 tezy, które dotyczą nie tylko mojej rodziny:


 

  1. Zakładanie rodzin opóźniła edukacja, tym bardziej, że obecnie często nie przynosi większych profitów i wielu osobom daje tyle, co w PRL-u matura.

  2. Ci, którzy mają własne mieszkania lub domy, są obciążeni kredytami. Większa ilość dzieci równałaby się bankructwu, gdyż muszą pracować dwie osoby w rodzinie.

  3. Ci, którzy nie mają kredytów, nie mają miejsca na większą ilość dzieci.


 

I tyle. Ten stan rzeczy nie zmieni się w ciągu najbliższych 10-15 lat w Polsce. Połowa będzie garnąć się na studia, co oznacza 5-6 lat opóźnienia w stosunku do pokolenia naszych rodziców. 80-90% osób, bez względu na wykształcenie, poprzestanie na poziomie przeciętnych zarobków. Wykluczy to połączenie kredytów mieszkaniowych z licznym potomostwem. Jedni będą „zarżnięci” kredytami, inni będą się dusić z rodzicami. Dlatego najbliższą przyszłość Polski czarno widzę.


 


 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Jako przyczynek do dyskusji wrzucam link z bardzo oryginalnym tekstem Jana Cyraniaka, tłumaczącym zapaść demograficzną zupełnie czym innym, niejako w kontrze do Twojego stanowiska:
    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/10776/cyraniak-dzietnosc-zabijana-jest-przez-dobrobyt-a-nie-przez
    Dodatkowo warto jeszcze przeczytać to:
    http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ponad-2-3-polakow-ma-wlasne-mieszkanie
  • Powiem Ci jak to było.
    Mieszkam na wsi, mam podobne doświadczenia.
    Prawdą jest , że wcześniejsze pokolenia dużo pracowały fizycznie, nie tylko mężczyźni...praca kobiet w domu była o wiele bardziej uciążliwa niż dziś ...np. ciągłe pranie pieluch...
    Wybudowanie domu na wsi było o tyle prostszą rzeczą niż dziś ponieważ :
    -materiały choć trudno dostępne były relatywnie tanie . Relatywnie w stosunku do cen płodów rolnych....nawet nie chce podawać przykładów ...ale to było kilka-kilkanaście razy taniej niż dziś.
    - jakość tych materiałów jak wszystko w "komunie" pozostawiała wiele do życzenia...(adekwatnie do ceny zresztą ) budowano duże domy, często na wyrost...ale nieizolowane termicznie jak to się robi dziś...bo nie było materiałów , technologii.....a węgiel był śmiesznie tani...kwintal zboża za tonę węgla...
    -brak prywatnej własności w przemyśle , brak rynkowych cen itd.. doprowadziły do upadku tamtego systemu i "to se już ne wrati"...
  • A do tego obleśna pozostałość po komunizmie.
    Mam na myśli przepis, który pozwala dzieciiom i znukom "rolników" przedkładać zeznania "świadkó" i dodawac sobie 10 lat stażu pracy (za "pracę" w "gospoarstwie domowym"). ładnie brzmi? Ładnie. Ale praktyka jest brzydsza od teorii. Otóż w praktyce, dziopy, które w wieku licealnym robiły co chciały (eufemizm) przedkładają zeznania świadków o tym, że od 16 roku życia pracowały na roli rodziców/dziadków. Mniejsza z tym, że w obejściu nie ma obory, że panna krowę widziała na obrazku. W zeznaniach robi za dójkę i szlus. Lata pracy ma i kwita. A osoba z rodziny inteligenckiej, po studiach (też długich), która w latach licealnych nie szlajała się, tylko uczyła, nie ma tego dodatkowego stażu.
    Przecież to granda w biały dzień. Kłamstwo i oszustwo. Podwójne. Bo nie tylko, że "dójka" krowy nie widziała, to jeszcze z jakiej paki praca na własnej roli ma stanowić "zusowski" staż pracy??!! Moja praca przy rmontach rodzinnych domów takeigo stażu nie stanowi. A co za różnica, czy się oporządzało krowę, czy np. betoniarkę?!
    Podsumowując: podobne powyższym oszukańcze praktyki są 4 tezą, uzupełnieniem Twoich trzech.
  • @prawi co wiec 08:50:14
    O to, to!
    Teraz te domiszcza z żużlobetonu trudno ogrzać i problemy się mnożą. Ale to już zagadnienie odrębne.
  • @powiew świeżości 23:54:41
    Zgadzam się, że dobrobyt może szkodzić. Niemcy mają dobrobyt i wymierają. Ważniejsze są zwyczaje, czynniki kulturowe. Jednak warunki mieszkaniowe są najważniejsze z czynników materialnych. Na stronie, na który podał Pan link, jest tabelka o średnim wieku, kiedy ludzie kupują dom, mieszkanie. W Polsce dość późno - około 30 roku.
  • Niby zarabiamy
    Kiedyś ludzie byli mądrzejsi mimo, iż kończyli tylko zawodówkę. Dzisiaj obywatela zadłuża się stopniowo. PO troszku PO troszku. Dzisiaj kobieta wyzwolona może sama na siebie zarabiać i pracować prawie na każdym stanowisku ( nie mówię o drwalach czy górnikach ). Kiedyś system podatkowy był bezradny wobec kobiet i ich dzieci. No bo jakim sposobem wyciągnąć kasę od kobiety, która zajmuje się domem ( nie mówmy o drobnych zakupach ). Tęgie głowy wpadły na to aby dać kobiecie pracę i nazwać to wyzwoleniem. Na przykładzie mojej żony. Ciężko studiowała na nie byle jakim kierunku. Po studiach udało jej się znaleźć pracę za 1500zł na rękę. Niestety różne godziny pracy i brak połączeń autobusowych zmusiło nas do kupna 2 - giego auta ( nie muszę nikomu tłumaczyć co się z tym wiąże ? paliwo, ubezpieczenie, przeglądy, opony, naprawy ). No tak ale co zrobić z synem? Trzeba oddać do żłobka a potem do przedszkola co też wiąże się z kosztami ( zawiezienie, odebranie, wycieczki, zdjęcia klasowe, itp.). W ten oto sposób rozwija się przemysł grabieżowo podatkowy. Zagraniczny producent aut jest zadowolony, mechanik też zadowolony, Pani przedszkolanka też jest zadowolona a najbardziej zadowolona jest moja żona, która z tego wszystkiego na czysto zarobi może 300zł. Oczywiście decydując się na 2gie dziecko korzystamy z wszelkich udogodnień ze strony państwa. Problem polega na tym, że przy drugim dziecku koszty zwiększają się a pensja pozostaje na tym samym poziomie. Żeby nie było tak łatwo wydłuża się wiek emerytalny. Już nie będziesz mógł zostawić dzieci u babci bo babcia będzie zapie.... do późnej starości. Na koniec dla tych, którzy uznają mnie za męskiego szowinistę, który każe kobiecie myć gary i prać pieluchy. Równie dobrze facet może zajmować się domem a kobieta zarabiać dlaczego nie? znam takie przypadki. Tylko, że zgodnie z moją wiedzą to kobiety rodzą dzieci i to one będą narażone na nieobecność w pracy ( lepiej żeby kobieta zrezygnowała z karmienia piersią i kupiła modyfikowane mleko - drogie mleko produkowane na zachodzie ). To ile już jesteśmy na minusie ? mechanik, ubezpieczenie, zus.........itd.....itp......etc......hahahah

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930