Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
21 postów 107 komentarzy

Maciej Ł.

Maciej Ł. - Radca prawny.

Więcej Wielkopolski w Polsce

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dawna Ruś miała 3 główne ośrodki: Nowogród Wielki, Kijów i Moskwę. Czy gdyby Moskwa nie zdominowała reszty, tylko np. Kijów, to Rosja byłaby tym, czym jest od ostatnich 400 lat?

Społeczeństwo polskie jest od dziesiątek lat raczej niezadowolone z Polski jako organizacji państwowej. Mam tutaj jednak na myśli nie tyle PRL - narzuconą nam przez Armię Czerwoną, ale przede wszystkim III RP. Polska nie uchodzi, tak jak Niemcy, Szwajcaria, Szwecja, Norwegia, Dania, Wielka Brytania, USA, Japonia, czy wiele innych państw - za kraj dobrze zorganizowany. Nie zawsze tak było. Jeżeli spojrzeć na naszą historię, to Polska ma bardzo dobre (aczkolwiek bardzo dawne) tradycje organizatorskie. Mieszko I i Bolesław Chrobry zbudowali silne państwo, które potrafiło przeciwstawić się cesarzowi. Kazimierz Odnowiciel sprawnie odbudował Polskę po reakcji pogańskiej i najazdach sąsiadów. Władysław Łokietek scalił większość ziem polskich po rozbiciu dzielnicowym. Kazimierz Wielki to szczyt rozumnych i silnych rządów, które podniosły Polskę cywilizacyjnie, jak i na arenie międzynarodowej. Później Polska rosła w siłę jeszcze wiele lat, aż po schyłek wieku XVI, zwanego Złotym Wiekiem.

 

Ośrodkiem państwowości polskiej w czasach piastowskich była Wielkopolska a następnie Małopolska z krótkim epizodem w Płocku. Natomiast Polska Jagiellonów to okres dalszego wzrostu znaczenia Małopolski, choćby wskutek przesunięcia granic państwa na wschód – o ziemie ruskie. Poza tym życie polityczne zostało zdominowane przez litewską dynastię, której przedstawiciele są przez historyków różnie oceniani. Zdzisław Zakrzewski w książce pt.: „O Polsce i Polakach”, Oficyna Wydawnicza „FULMEN-Poland” sp. z o.o., Warszawa 1996, s. 144, tak skomentował ten okres: „(...) Podczas kiedy ostatni Piast wysyłał z łoża śmierci pieniądze na wykończenie obronnego grodu jaki wznosił we Włodzimierzu Wołyńskim, ostatni Jagiellończyk do końca rozdawał krocie dworskim faworytom i prostytutkom”.

 

Później ośrodek rządów przesunął się z Krakowa na Mazowsze. W 1569 r. podczas Sejmu w Lublinie uchwalono, że miejscem obrad wspólnego Sejmu walnego Korony i Litwy będzie Warszawa a już w 1573 r. miasto to stało się miejscem elekcji polskich władców. W 1596 r. przeniesiono rezydencję królewską i najważniejsze urzędy do Warszawy. Jednocześnie na losy państwa coraz większy wpływ miała magnateria litewska i ruska a tron dostał się na wiele lat w „obce ręce”. W XVII w. rozpoczął się powolny upadek Rzeczypospolitej jako organizmu państwowego. W szczególności ostatnie 300 lat naszej historii, to okres niezwykle trudny i obfitujący w wiele porażek Rzeczypospolitej jako państwa /np. skorumpowanie elit, w tym ostatniego króla, tolerowanie obcych wojsk na swym terytorium, czy zatwierdzenie traktatów rozbiorowych; po odzyskaniu niepodległości – tragiczna ordynacja wyborcza, słaba władza wykonawcza, okres sanacji, kiedy liczyły się protekcje i stosunki, po 1989 r. - prywatyzacja lat 90-tych, w tym NFI, ogromne bezrobocie w latach 2000 – 2004, emigracja zarobkowa, itp./. O przyczynych tego stanu rzeczy można by wiele pisać i wiele napisano.


Mnie interesuje kwestia poboczna: czy na sposób zorganizowania państwa ma wpływ położenie stolicy? Spójrzmy na dzisiejszą Rosję. Dawna Ruś miała 3 główne ośrodki: Nowogród Wielki, Kijów i Moskwę. Czy gdyby Moskwa nie zdominowała reszty, tylko np. Kijów, to Rosja byłaby tym, czym jest od ostatnich 400 lat? II Rzesza powstała na bazie Prus ze stolicą w Berlinie. Czy, gdyby stolicą II Rzeszy w 1871 r. został np. Wiedeń pod auspicjami Austrii, historia Niemiec potoczyłaby się tak, jak się potoczyła. A co dominowało w polityce polskiej? Wydaje się, że w okresie Rzeczypospolitej Obojga Narodów polityka polska została zdominowana przez Litwę (magnaterię litewską i kierunek wschodni). Natomiast II RP to Sulejówek, czyli wilniuk Józef Piłsudski, który zlikwidował demokrację i wprowadził autorytaryzm. Według Rafała Ziemkiewicza, „Jakie piękne samobójstwo”, Lublin 2014, s. 283: Kajetan Morawski – dyplomata, napisał, że „(...) Marszałek widział całą Polskę jak szlachecki folwark, a siebie jak właściciela, który od czasu do czasu rusza w obchód i sprawdza ekonomów, jak im robota idzie (...) Państwem tak się rządzić nie dało, nawet gdyby Piłsudski był rzeczywiście, jak twierdzą niektórzy do dziś, geniuszem na poczekaniu radzącym sobie z każdą skomplikowaną materią (...)”.


Z II RP mamy też wiele dobrych skojarzeń i państwo to wychowało pokolenie Kolumbów. Wróćmy jednak do współczesności. Na scenie politycznej III RP oprócz polityków z regionu warszawskiego mamy sporo osób z Trójmiasta. Pamiętam, że w latach 90-tych było swego czasu w pierwszym szeregu kilku polityków z Górnego Śląska. W ostatnich 10 latach mieliśmy też ministrów z Krakowa – Zbigniewa Ziobrę, śp. Zbigniewa Wassermanna, Jarosława Gowina. Mieliśmy premiera z Gorzowa Wielkopolskiego a obecna Prezes Rady Ministrów jest z radomskiego. Natomiast Poznań i Wielkopolska wydają mi się jakby zapomniane. W czasach Hanny Suchockiej było paru poznaniaków w rządzie polskim. Później mieliśmy Janusza Pałubickiego jako koordynatora służb specjalnych i Krystynę Łybacką jako ministra edukacji. Trzeba jednak przyznać ze smutkiem, że generalnie brak poznaniaków na wyższych stanowiskach, w szczególności związanych z polityką gospodarczą, zagraniczną, czy wymiarem sprawiedliwości. Poznań uchodzi przecież za miasto dobrze zorganizowane, które posiada tradycje porządku, gospodarności i oszczędności - tak ważne w kierowaniu państwem. W tym miejscu stawiam kolejne pytanie: czy jest to istotne, z jakich regionów pochodzą politycy, którzy kierują państwem?


Jeżeli ma to jakieś znaczenie, to uważam, że wielkopolanie, w tym poznaniacy są w sposób nieuzasadniony słabo wykorzystani w polskim życiu politycznym. Dawno nie mieliśmy żadnego ministra z regionu poznańskiego. Poznaniacy nie zajmują czołowych miejsc w ugrupowaniach politycznych. Wskutek tego mają raczej mały udział w głównym nurcie życia publicznego. Brak ich na ogół w programach telewizyjnych o tematyce politycznej. Brak ich szerszej opinii w środkach masowego przekazu. Słowem – Poznań, czy szerzej Wielkopolska mają słaby wpływ na kierunek Polski – jako organizacji państwowej. Gorzej, Wielkopolska jest obszarem, gdzie nierzadko przysyła się w wyborach osoby z innych regionów, aby tutaj zdobywały mandaty. Moim zdaniem wielka szkoda, że wielkopolan, w tym poznaniaków prawie nie ma w tzw. pierwszym szeregu. Może nadszedł czas, aby to zmienić. Nie mamy stolicy w Poznaniu, ale możemy mieć więcej Poznania i Wielkopolski w stolicy. Z korzyścią dla całego kraju.

KOMENTARZE

  • Moze troche nie na temat
    Mysle ze warto ten text Romana Dmowskiego CZĘSTO wklejac na ruznych forah jako przeciwwage dla nachalnej antyrosyjskie indoktrynacji. Tekst wziety z ,,mysli polskiej .pl,, Nigdy nie umieliśmy myśleć o Rosji


    Poniżej przedstawiamy kolejny fragment z dzieł Romana Dmowskiego poświęcony relacjom polsko-rosyjskim. Powstał on w 1931 roku – a mimo to uderza aktualność jego przemyśleń dotyczących polskiego kompleksu niewolnika, jakim jest nasz stosunek do wschodniego sąsiada. Dmowski nawołuje do przezwyciężenia tego kompleksu i nauczenia się chłodnego myślenia o Rosji. Uważa to za jedno z ważniejszych zadań, bo – jak pisze – „to sąsiad najważniejszy”. Oto tekst:

    W tej krótkiej rozprawce stawiam sobie za zadanie możliwie jasno wyłożyć najważniejsze przesłanki do naszej polityki wzglądem wschodniego sąsiada w rozpoczynającym się obecnie okresie dziejów. Uważam to za rzecz pilną, na żadnym bowiem gruncie nie grozi nam popełnienie takich błędów, jak na tym — a przecie to grunt pierwszego dla nas znaczenia.

    W położeniu Rosji zaszedł ostatnimi czasy głęboki przewrót, niemniejszy na zewnątrz, jak na wewnątrz; zmienił się też gruntownie stosunek całego świata do niej i nie mam wątpliwości, że w dalszym ciągu będzie się on szybko przekształcał, we wręcz może odmiennym kierunku, niż dzisiaj. Jeżeli my z tych zmian nie będziemy sobie zdawali sprawy, drożej za to zapłacimy, niż ktokolwiek. Przy naszym położeniu geograficznym musimy znać Rosję i rozumieć wytwarzające się obecnie warunki jej istnienia lepiej, niż jakikolwiek inny naród w Europie — inaczej nie znajdziemy w stosunku do niej właściwej drogi i łatwo nas będzie użyć, jak już używano za narzędzie polityki cudzej.

    Trzeba się przede wszystkim nauczyć myśleć o Rosji, czegośmy nigdy naprawdę nie umieli.
    Polska przejęła walki z Moskwą po Wielkim Księstwie Litewskim i prowadziła je przez długi okres; ale dla Polaków właściwych Moskale pozostali narodem dalekim, nieznanym i niezrozumiałym. Pozostali dopóty, dopóki nie zetknięto się z nimi, niestety, zbyt blisko, tak blisko, że nie byliśmy zdolni spojrzeć na nich w perspektywie, zrozumieć, czym jest Rosja, jaka jest jej rola na świecie i jakie nasze położenie w stosunku do niej.

    W najważniejszym dla losów naszej ojczyzny dwu-wiekowym okresie dziejów rosyjskich, który się zaczął od Piotra Wielkiego, a zakończył w wojnie 1914-1918 roku, bezwład polityczny i upadek myśli państwowej w Polsce sprawił, żeśmy w stosunku do Rosji umieli się zdobywać tylko na odruchy, które, jeżeli służyły jakimś celom, to nie naszym.

    Nasza walka z Rosją w XIX stuleciu dała liczne karty poświęcenia i męczeństwa, zrodziła największą poezję patriotyzmu, jaką świat widział, ale w tej walce myśl nasza nie mężniała, nie hartowała się, nie pogłębiała; przeciwnie, wyrodniała i coraz bardziej dziecinniała, nasz stosunek do Rosji stawał się coraz bardziej bezmyślnym i coraz bardziej upokarzającym.

    Gdy po ostatnim, najbardziej już niedorzecznym powstaniu, w którym znów służyliśmy za narzędzie obce, tym razem wprost za narzędzie wrogów, w psychologii narodu rozpoczął się głęboki przełom — nie uczynił on wszakże naszego stosunku do Rosji ani mądrzejszym, ani bardziej godnym narodu samoistnego.

    Jedni, pociągnięci otwierającymi się dla przemysłu i handlu polskiego widokami w Rosji, rzucili hasła wyrzeczenia się wszelkiej polityki, postanowili przestać o niej myśleć. Inni mówili o powstaniach z uroczystą zgrozą po to, żeby zaszczepić społeczeństwu wyrzeczenie się myśli o własnym państwie i przygotować grunt dla całkowitego oddania się obcym państwom na ich usługi. Zaczęli wreszcie ukazywać się inni, najmłodsi, będący pod urokiem Rosji rewolucyjnej i ruchu socjalistycznego, którzy ruszczyli się dobrowolnie, nie tylko pluli na powstania, ale wyrażali pogardę dla całej przeszłości polskiej, dla polskiej twórczości we wszystkich dziedzinach, a wyznawali fanatyczną wiarę w nową Rosję. Ci głosili walkę, ale już nie przeciw Rosji, jeno z Rosją przeciw... caratowi.

    Ma się rozumieć, to były nowe prądy, nie ogarniające całego narodu, tylko niewielką część jego, jak zwykle najruchliwszą, najczynniejszą. Narodowe instynkty i narodowe aspiracje nie zamarły. I nie były one wcale bierne. W nowej, realniejszej atmosferze zaczęła się organizować realna walka w obronie zagrożonej polskości i praca nad pogłębieniem polskości w szerokich masach społeczeństwa. Wiele jednostek, na własną rękę, bez żadnego związku z kimkolwiek, prowadziło tę pracę z wielkim nieraz wysiłkiem i z nie małymi skutkami. Była to walka obronna, nie szukająca dla siebie żadnej formuły politycznej, myślą w dziedzinie politycznej nie pracująca, widząca w Rosji wroga, ale nie próbująca nawet natury tego wroga i jego położenia głębiej zrozumieć.

    W miarę, jak się ta walka organizowała, jak weszły w życie nowe pokolenia z mocniejszymi aspiracjami, rozpoczęło się szukanie dla tych aspiracji wyrazu politycznego. W nowych warunkach wyrosłemu, nowemu typowi ludzi, nie wystarczało już modlenie się do przeszłej i przyszłej Polski w kapliczce: chcieli oni widzieć przed sobą jakąś krótszą czy dłuższą, ale wyraźną drogę do urzeczywistnienia własnego państwa. Żeby wszakże tę drogę zacząć widzieć, trzeba było strasznie dużo się nauczyć, wykonać ogromną pracę myśli.

    Najtrudniejszym ze wszystkiego było wytworzyć zdolność myślenia o Rosji, najtrudniejszym dla całego szeregu przyczyn. Ta zdolność w poprzednich pokoleniach nie istniała. W słabszych umysłach, a tych zawsze jest więcej, istniał rodzaj ortodoksji patriotycznej, wychowanej na tradycji powstań i na poezji romantycznej.

    Każdy – od dziecka, od chwili, kiedy oddano go do szkoły – wchodził w bezpośredni stosunek z Moskalami, niezdrowy, niepozwalający spokojnie, logicznie o nich myśleć. Na tej, że tak powiem, nieprzytomności umysłowej żerowały rozmaite ambicyjki, a później, gdy socjalizm, pod wpływem nowego ruchu narodowego, zaczął ewolucję, w kierunku aspiracji polskich, przywódcy jego rychło spostrzegli, że ta tradycyjna bezmyślność w stosunku do Rosji daje im podstawy wpływu. Stąd odżyły na nowo stare hasła, i znów głośno się, zaczął wypowiadać stosunek do Rosji, pozbawiony wszelkiej podstawy myślowej, bezkrytyczny, operujący pustymi frazesami, broniący się zaciekle przeciw wszelkiej logice, który zaślubiał duchowo rewolucjonistów, biorących od socjalizmu niemieckiego hasła walki przeciw „caratowi”, z histerycznymi starymi pannami, w których oczach wszelka próba politycznego myślenia i działania psuła „czystość" patriotyzmu. Ten stosunek do Rosji, wojujący na każdym kroku frazesem o godności narodowej, był właściwie najbardziej upokarzający, bo przemawia przezeń psychologia zbuntowanych niewolników.

    Ten negatywnie niewolniczy stosunek do dawnego pana przetrwał w wielu duszach nawet po odzyskaniu własnego państwa, kiedy Rosjanie z naszych panów zamienili się w naszych sąsiadów. Jeszcze dziś ludzie, pragnący, żeby ich uważano za poważnych polityków, umieją publicznie się nim popisywać.

    Położenie Rosji i nasz stosunek do niej skomplikowała ogromnie rewolucja rosyjska. Nie nauczywszy się myśleć o Rosji, z tern większą trudnością myślimy o Rosji sowieckiej. Nie zawsze też pamiętamy, że niezależnie od tego, jaką trwałość ma przeznaczoną ustrój sowiecki, sowiecka Rosja jest Rosją, a więc trwałym, nadto pierwszorzędnym czynnikiem zewnętrznego położenia naszego państwa. Jako taka, musi być ona jednym z głównych przedmiotów naszej myśli politycznej: musimy rozumieć jej istotę, jej znaczenie, jej siłę, jej położenie, wreszcie jej politykę, taką, jaka z tych wszystkich warunków wynika. Do tego nie dojdziemy od razu, zwłaszcza wobec stanu myśli o Rosji, jaki stwierdzamy w naszym społeczeństwie.

    Rosja zajmuje myśl moją od bardzo dawna. Chyba żadnemu przedmiotowi naszej polityki nie poświęciłem tyle wysiłków, co sprawie naszego stosunku do Rosji. Bardzo wcześnie doszedłem do przekonania, że tu leży klucz do przyszłości Polski, że pierwszym warunkiem urzeczywistnienia dążeń naszych do odzyskania własnego politycznego bytu jest wiedzieć, co to jest Rosja i przewidzieć w możliwych granicach, jaka jest jej przyszła rola, wiedzieć jakie są nasze w stosunku do niej plany i zamiary. Również wcześnie zacząłem boleśnie odczuwać większe od ucisku rosyjskiego upokorzenie, tkwiące w naszym własnym zachowaniu się, czy to była bierna uległość, czy wyrzekanie się samoistnej przyszłości i oddawanie się państwu rosyjskiemu w wieczystą niewolę, czy też ten stosunek walki, w którym myślącą, co prawda dość licho, stroną była tylko Rosja, coraz bardziej zatracająca dla nas respekt i ucząca się patrzeć na nas z góry.

    Postawiłem sobie za cel stworzyć politykę polską w stosunku do Rosji, nie jakąś doraźną – na drobne, chwilowe korzyści obliczoną, ale politykę, która by zaważyła na historii obu narodów. Tylko taką politykę, opartą na możliwie gruntownym zrozumieniu położenia Rosji i sprawy polskiej, posiadającą ścisły związek logiczny między celem a drogą, którą się do niego wybiera, prowadzoną ze stanowiska państwa polskiego, tego, do którego odzyskania się dąży, uważałem za godną samoistnego, cywilizowanego narodu.

    Szybkie zmiany w położeniu międzynarodowym i w położeniu samej Rosji, zmuszały mię w tej pracy do pośpiechu, nie pozwalały należycie podmurować jej fundamentów, ani dość skutecznie usuwać przeszkód, które jej na drodze stały.

    Były olbrzymie przeszkody w Rosji, były nie mniejsze w Polsce. Rosjanie w dobie przedwojennej, pomimo dużych niepowodzeń w swej polityce, cierpieli mocno na zawrót głowy na punkcie swej potęgi; moich rodaków trudno było skłonić do wysiłku, który nie daje natychmiastowego skutku. Zorganizowano mi niemiecko-żydowsko-polski koncert, który nie umilkał, usiłując zgłuszyć wszelkie moje poczynania. Cierpliwie musiałem wysłuchiwać lekcji, dawanych mi przez rozmaitych głupców: jedni uczyli mię patriotyzmu, drudzy realizmu politycznego.

    Praca moja jednak dała pewne wyniki w umysłach, nie dość głębokie, bo czasu na to nie było. Dała większe wyniki praktyczne w polityce polskiej podczas wielkiej wojny i w jej owocach.
    Nie uważam jej za skończoną. Rosja istnieje dziś, jako nasz sąsiad i to sąsiad najważniejszy, jak to przyszłość niezawodnie pokaże. Pomimo bowiem całego starania, jakie wykazują dziś Niemcy w zaprzątaniu naszej uwagi, zanosi się na to, że ich rola i znaczenie, dziś jeszcze ogromne, stopniowo zmaleje, gdy tymczasem, zdaniem moim, Rosja zbliża się do roli pierwszorzędnej w stosunkach światowych. Naród nasz musi sobie jasno zdawać sprawę z jej położenia i z roli, która jej w świecie przypada, i musi dobrze wiedzieć, do czego sam dąży w stosunku do Rosji. To jest najtrudniejszy dla myśli polskiej, ale na pewno najważniejszy dla przyszłości polskiej dział naszej polityki zewnętrznej.

    Ta dziedzina wymaga wiele pracy, nie tylko ze względu na dotychczasowy stan myśli polskiej, ale także ze względu na to, że na tym terenie krzyżują się najrozmaitsze interesy, nam obce, bądź pozornie przyjazne, bądź wyraźnie wrogie, które usiłują i będą usiłowały wyzyskać nas dla siebie.

    Trzeba przede wszystkim oczyścić nasz grunt umysłowy, uprzątnąć z niego chwasty, które pozostały po dawnych, smutnych czasach, i które dziś wysiewa bądź operujące na bezmyślności ludzkiej kondotierstwo polityczne, bądź obce czynniki, wpływami swymi przenikające do naszego państwa.

    Zagadnienie rosyjskie, niezależnie od ustroju politycznego dzisiejszej Rosji, jest tak doniosłe, że obowiązywałoby do głębszego nad nim myślenia nie tylko nas, bezpośrednich sąsiadów Rosji, ale cały świat naszej cywilizacji. Niestety, dziś zdolność myślenia w tym świecie bardzo osłabła, a niesłychanie trudne zagadnienia dnia bieżącego tę zdolność, która istnieje, całkowicie pochłaniają. Jest to zresztą zagadnienie niesłychanie interesujące nie tylko z punktu widzenia praktycznej polityki, jest to wielkie zagadnienie dziejowe, które nigdy przez historyków Zachodu nie było należycie ocenione.

    Chcę spojrzeć na nie przede wszystkim z tej strony. Będzie z tego podwójna korzyść: przygotuje to myśl czytelnika do zrozumienia dzisiejszego położenia Rosji w świecie, a zarazem, odwiódłszy na chwilę myśl jego od polityki bieżącej, usposobi ją do beznamiętnego, logicznego myślenia o przedmiocie.

    Roman Dmowski
    Źródło: R. Dmowski, „Pisma”, Częstochowa 1937. Tom. VII. ss. 123-129 (fragment pracy „Świat powojenny i Polska” z 1931 r., rozdział „Oczyszczanie gruntu”
  • Eeeech poznaniacy :)))))) potem zdziwienie, że nie lubią Was w Polsce :)))
    // Poznaniacy nie zajmują czołowych miejsc w ugrupowaniach politycznych. Wskutek tego mają raczej mały udział w głównym nurcie życia publicznego. Brak ich na ogół w programach telewizyjnych o tematyce politycznej. Brak ich szerszej opinii w środkach masowego przekazu. Słowem – Poznań, czy szerzej Wielkopolska mają słaby wpływ na kierunek Polski – jako organizacji państwowej. //

    W końcu z "szerzej Wielkopolski" pochodzą obaj posłowie Hofman i Rogacki, nooo trzeba przyznać, że gospodarze całą gębą, zagospodrowali podatki w s z y s t k i c h Polaków.

    // Może nadszedł czas, aby to zmienić. Nie mamy stolicy w Poznaniu, ale możemy mieć więcej Poznania i Wielkopolski w stolicy. Z korzyścią dla całego kraju.//

    Na jakiej podstawie twierdzisz Pan, że ci z "pozostałej" Polski nie są "korzystni" dla całego kraju.??
  • @jan 11:55:40
    poziom powszechnego odurnienia antyrosyjskiego w głównym nurcie, i w efekcie również wśród ludzi pozwala myśleć, że nie jest on przypadkowy i spontaniczny. Wręcz przeciwnie - można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że jest on - podobnie jak na Ukrainie a ostatnio np na Węgrzech - efektem realizacji starannie zaplanowanego planu.

    pozdrawiam
  • @night rat 16:28:11
    nam na szczęście nic nie grozi - wszak mamy wiernych, godnych pełnego zaufania wielokrotnie sprawdzonych sojuszników - nieprawdaż?
  • @Astra 15:19:29
    Chodziło mi bardziej o niewykorzystany potencjał dużego regionu.
  • Do RomanKa
    Chciałem odpowiedzieć na komentarz i przypadkowo go usunąłem. Pisał Pan, aby spojrzeć na preferencje wyborcze Małopolski i Wielkopolski.

    Uważam, że jedną z przyczyn takich różnic jest przysyłanie dużej liczby spadochroniarzy do Wielkopolski, w tym Poznania oraz właśnie brak znanych polityków z części sceny politycznej. W Krakowie ma kto robić politykę. W Poznaniu np. PiS nie ma już takich osobistości. Swego czasu startowała u nas Zyta Gilowska z Lublina. Jak startował Czarnecki, to w radiu badali, czy zna słowa z gwary poznańskiej.
  • @Maciej Ł. 21:20:41
    Wlasnie to sugeruje taki -a nie inny podzial- panie Macieju...
  • @Maciej Ł. 21:20:41
    123 lata niewoli, nie dokonało takiej czystki jaka zapanowała po 1956r.
    Tak na marginesie jak obraca się Pan wśród Towarzystwa nielicznego ale lirycznego, proszę popytać o rodzinne koneksje i udział w Powstaniu Wielkopolskim. Odpowiedz przyjdzie sama.

OSTATNIE POSTY

więcej
  • GOSPODARKA

    Fenomen Szwecji

    Krótko mówiąc wypada podnieść tezę, że Szwecja ma bardziej liberalną gospodarkę, niż Polska. Pomoc społeczna jest tylko owocem wypracowanego bogactwa. Skoro kraj jest bogaty, to i pomoc państwa może być większa. czytaj więcej

  • POLITYKA - ŚWIAT

    Dużo dzieci nie będzie!

    Obie siostry babci ze strony mamy też się wybudowały i miały po 3 dzieci. Siostry babci ze strony taty również się wybudowały i miały po więcej niż 2 dzieci. Ich mężowie byli chłoporobotnikami, albo robotnikami. czytaj więcej

  • GOSPODARKA

    SKOK a bank

    Proszę o opinie, czy konto w SKOK-u (i, w którym SKOK-u) jest bardziej opłacalne od konta w banku. czytaj więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930